Dawid Kocyła: To daje mi niesamowitego kopa
A Ty co robiłeś w wieku 17 lat? Bo pozyskany przez nas zimą Dawid Kocyła już zdobywa bramki na ekstraklasowych boiskach! Wychowanek GKS-u Bełchatów na premierowe trafienie w najwyższej lidze czekał zaledwie 225 minut. Na zakończenie pierwszego kwadransa meczu 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy z Koroną Kielce (1:4) pokonał Marka Kozioła i tym samym został najmłodszym strzelcem Wisły Płock w ekstraklasie. Co miał do powiedzenia po pierwszym spotkaniu po wznowieniu rozgrywek? Zapraszamy do lektury!
Na wstępie gratuluję gola w ostatnim meczu. Krzyczałeś tak głośno, że najprawdopodobniej było Cię słychać nawet kilometr od stadionu.
Dawid Kocyła: - Niesamowita euforia. Pierwsza bramka w ekstraklasie w wieku 17 lat. Takie sytuacje chyba się często nie zdarzają. Fajnie, że tak szybko się tak stało, bo już w moim czwartym meczu. Tak naprawdę w trzecim od pierwszej minuty. Jestem najmłodszym strzelcem w ekstraklasie w Wiśle Płock, a to daje mi niesamowitego kopa.
Nastawiałeś się na strzelenie bramki, czy raczej traktowałeś to jako ewentualny dodatek do dobrego występu?
- W Bełchatowie grałem na pozycji numer dziewięć. Tam zawsze wychodziłem z założenia, że powinienem zrobić wszystko, żeby strzelić bramkę. Podobnie sytuacja wygląda w Wiśle Płock. Z drugiej strony cel nadrzędny jest niezmienny - zawsze chcę pomóc drużynie w zwycięstwie.
Ostatnio, oczywiście nie bez przyczyny, zrobiło się o Tobie głośno. Woda sodowa nie uderzyła do głowy?
- Wiadomo, że wśród piłkarzy pojawiają się takie sytuacje. Ale my trzymamy rękę na pulsie - ja i moi rodzice. Mają chociażby wgląd do moich finansów, wiedzą, że te pieniądze nie rozchodzą się na jakieś głupoty. Bez obaw, jest chłodna głowa, jest oszczędność. Mimo wszystko gdyby kiedyś w mojej głowie zaczęło się dziać coś nie tak, to rodzice szybko opanują sytuację. Myślę jednak, że do takiej sytuacji nie dojdzie.
Też mi się tak wydaje. Przechodząc do kolejnego pytania, jesteś... szczupłym zawodnikiem. Czy warunki fizyczne nie przeszkadzają Ci na boisku?
- Nie ma to większego znaczenia.
W starciu przykładowo z Tomášem Petráškiem również nie?
- (śmiech) Oczywiście, to mógłby być problem. Ale są sposoby, dzięki którym można uniknąć kontaktu z takim zawodnikiem. Trzeba sobie radzić, by tę różnicę fizyczną niwelować używając głowy, znikając mu z pola widzenia, unikając kontaktu, uciekając na wolne przestrzenie. Świetnym przykładem takiego stylu gry jest chociażby Wilfried Zaha z Crystal Palace. To zawodnik, który waży 68 kilogramów, czyli jeszcze mniej ode mnie. A gra w najbardziej fizycznej lidze świata, jaką jest Premier League. I wcale nie wygląda tam przecież źle, wręcz przeciwnie, jest jednym z najlepszych zawodników swojej drużyny.
Na zakończenie muszę zapytać o nasz ostatni mecz z Koroną Kielce. Ciężko oczywiście było przewidzieć, jak przebiegać będzie pierwsza kolejka po tak długiej przerwie. Czy w przypadku naszej porażki należy to traktować jako wypadek przy pracy?
- Prawda jest taka, że do 30. minuty piłkarsko wyglądaliśmy zdecydowanie lepiej od naszych rywali. Tak samo było w meczu z Pogonią, która do 70. minuty nie była w stanie nic nam zrobić. Potem pada bramka i coś dzieje się w naszych głowach, że ciężko nam się podnieść. Mam nadzieję, że to już za nami i w meczu z Jagiellonią będzie to wyglądać inaczej. Nawet jeśli stracimy bramkę jako pierwsi, to będziemy się w stanie podnieść, tak jak Korona Kielce w ostatnim meczu. Zrobimy wszystko, żeby udowodnić, że przegrana, to tylko wypadek przy pracy.